piątek, 3 października 2014

Na wrześniowej półce...

A. 15 miesięcy
 ...dziać się zaczyna sporo :)

1. Przede wszystkim zaczęła się rotacja zabawek, czyli klasyka. Widać, że A. potrzebuje niekoniecznie nowych zabawek, natomiast nowych bodźców. Dlatego nie wszystko, o czym tu napisałam, znajduje się na półkach w tym samym czasie. Część też zabawek jest podzielona - ponieważ mam piętrowe mieszkanie, połowę czasu w domu A. spędza u siebie w pokoju, połowę na dole, w pokoju rodzinnym, gdzie ma swoją półkę - tu też mamy więcej pomocy montessoriańskich niż klasycznych zabawek. Poniższy zestaw tego co nam się przetoczyło przez dom w tym miesiącu raczej ku przejrzeniu, co można spotkać na półce 15 miesięczniaka ;)

2. Część zabawek schowałam na potem, ekspozycja części uległa modyfikacjom:


Zwierzątka dużo zyskały odkąd stoją na własnych nogach zamiast tulić się do siebie w koszyku ;) Coraz częściej w zabawie widzę, że niedługo A. będzie się bawił w farmę. Zwierzątka do siebie mówią, są karmione a nawet ostatnio dają buzi. Autka narazie poprzestają na jeżdżeniu, układaniu się w korek samochodowy, jeżdżeniu przez różne przeszkody takie jak ta:


To jest hit tego miesiąca :D Jak się okazało, czas na:

3. tory z przeszkodami! Czyli wprawianie rzeczy w ruch, pierwsze obserwacja zasad fizyki w praktyce. Zjeżdżalnie, drogi, tory, tunele, mosty, to jest to :) Tak więc pod tym względem kombinujemy nie koniecznie z gotowych zabawek, choć ta jeszcze jest wyjątkiem:

Ta zabawa to dopiero początek, wszystkie tory przeszkód to naprawdę szerokie pole dla wyobraźni.

4. Swój moment przeżywają także wszelkiego rodzaju sortery:


Mamy ich sporo, zmieniam je, gdy poprzednie się znudzą. Początkowo planowałam iść zgodnie z albumami dla toddlersów z montessori i zakupić mu takie oto pudełeczka ;):
 
Jednak jak się okazało, po zakupie sześciana wszystko poszło jak burza i A. radzi sobie ze wszystkimi sorterami i beznadziejnymi cechami jakie mają, a mianowicie:

- kolory są różne, więc dziecko nie widzi kształtu tylko kolory... w Montessori wszystko co należy do cech "pobocznych" powinno być takie samo. W sorterach chodzi o rozpoznawanie kształtów, więc wszystkie powinny mieć ten sam kolor. A guzik. Nie mają.

- mówiące sortery nazywają sześcian kwadratem a walec kołem co mnie do szału doprowadza, bo przecież za jakiś czas A.  będzie się uczył brył. Będzie musiał odkręcić sobie wszystko to, czego się nauczył. Grrr. A jak na złość nasz mówiący sorter to jeden z tych ulubionych. Wybrnęłam z tego tak, że kiedy daję mu prezentację lub przypominam o co chodzi gdy widzę, że rozwala rzeczy zamiast się bawić, wodzę palcem otwór w sorterze mówiąc np. koło i potem wodzę palcem brzegi ścianki o tym samym kształcie i powtarzam koło. Czyli - radzimy sobie.

- gaduły z niektórych sorterów obrzydliwe i już wolę gdy mówią koło niż gdy śpiewają tańczą i robią inne cudaczne rzeczy. Niestety one często powodują, że A. przestaje sortować kształty a zaczyna namiętnie klikać przyciski. Taki inszy rodzaj pilota, grrr... daję takowe tak rzadko jak się da, jeśli w ogóle

- część brył chyba dla oszczędności nie ma wszystkich ścian - są kubeczkami. I to powoduje, że ciężko jest je złapać prawidłowo i umieścić w odpowiednim otworze. Na szczęście tą cechę A. jakoś pokonał, po pierwszych dniach złości, krzyków i rzucania zabawką gdzie popadnie, znalazł sposób na ich łapanie i pogodził się z tą cechą. Tak więc uff...

- W przypadku graniastosłupa o podstawie kwadrata czyli takiego podwójnego sześcianu często ściana dłuższa jest niewiele dłuższa od ściany krótszej. Mega ciężka sprawa, narazie te figury musiałam usunąć, okazały się nie do pokonania. Nie mam też jak zaprezentować mu sposobu chwytu czy innego triku, a A. nie dał rady jakoś tej cechy pokonać, więc chwilowo spasowaliśmy.

- nie daję od razu wszystkich figur do układania. Dawałam w takiej kolejności, co wynikało z umiejętności A.:
A. walce
potem dodałabym do tego B. sześciany (niestety poza tym typowo montessoriańskim wszystkie nasze sortery takowych nie mają)
potem C. graniastosłupy o podstawie pięciokąta (gwiazdki)
D. graniastosłupy o podstawie trójkąta (okazały się łatwiejsze do wrzucenia niż te prostokątne, chociaż wszędzie w albumach czytałam, że najpierw daje się pudełka z prostokątnymi przekrojami klocków
E. graniastosłupy o podstawie kwadrata czyli te wyżej opisane
F. inne.

Na początku próbowałam dawać mu po jednym z każdego kształtu, ale to nie przeszło. Wkładał cylindry po kilka razy i zostawiał zabawkę. Więc zostawiłam sortery które mają po kilka sztuk tej samej bryły i tak np. były:
a. najpierw po 3-4 walce, potem 
b. po 3-4 walce i jednym sześcianie gdyby był ;)
c. po 3-4 walce (nieistniejący ;) sześcian) + graniastosłupy o podstawie pięciokąta
i mniej więcej na tym etapie okazało się, że mogę mu dać sortery o różnych bryłach ale w liczbie pojedynczej i dalej pooooszło :D
Teraz są MEGA popularne i ile sorterów tak wszystkie są w użyciu. Z wyjątkiem tych o prostokątnym przekroju ;)

5. Pozostałe nasze hity to dzwonki:


Uwielbiam je, bo mają to, czego zwykłe dziecięce nie mają: są tego samego koloru, a to co je odróżnia od siebie to jest dźwięk. YES! :D Nic dodać, nic ująć. Super :D

6. Na półce pojawił się wstęp do zabawy kolejką drewnianą:


A. te trzy (czasem 4) wagoniki ogląda, bada, analizuje, jak działają, jeździ nimi. Jeszcze nie potrafi jeździć nimi na torach, więc tytułem wstępu - ten koszyk. Udany, jak się okazało.

7. Wieże. A. wcale nie miał do tej pory ochoty je układać, mam wrażenie, że musiałam dopiero mu pokazać, że to jest fajne, by zaczął się tym bawić. Uwielbia zwalać wieże, ale szału nie było, dopóki nie zrobiłam to samo, co z kolejką, czyli nie wyjęłam tylko 3 kubeczków. Załapał na tyle, że zaczął układać wieże także z innych klocków:


Co robi to niebieskie autko obok wieży z kubeczków? To nasza zabawa... hazardowa trochę... wkładam autko pod kubek, mieszam kubkami i pytam "gdzie jest autko teraz?". Zabawa powoli wychodzi z mody, bo A. łapie, że każdy kubek z innego koloru... :P Ale na początku miał zagwostkę i uwielbiał tą zabawę... Nieszkodliwą, mam nadzieję... ;)

8. Nakładanki:


Zwykłe nakładanki już okazują się być zbyt łatwe, to, co tutaj jest wyzwaniem to nakładanie z boku (1) i nakładanie w określonej kolejności (2) - tutaj jest wprawdzie mieszanka kolorów ale tadam! mamy kontrolę błędów którą stanowi rozszerzający się bolec, na który nakłada się kółka. Inaczej musiałabym liczyć wyłącznie na bodziec wzrokowy w ocenie poprawności wykonywanego zadania, a jak się przekonałam przy starszych moich dzieciach, wcale im nie przeszkadzało to, że kółka nie układały się w nic konkretnego... Tak więc jeszcze nam do fenomenu różowej wieży sporo brakuje... i w międzyczasie cieszymy się tą kontrolą. :D

9. Rozszerzane piłki (nie mam pojęcia, czy mają one jakąś szczególną nazwę:


10. To jest coś, co udało nam się gdzieś kupić, system trybików na magnes. Jeden z nich się kręci, dzięki czemu jest jak w praktyce przekonać się, jak to działa. Choć generalnie rzecz biorąc magnesy na lodówkę budzą u nas zainteresowanie:


11. Zaczął się u nas także popyt na rzeczy, które służą do pchania lub do ciągnięcia
 
12. na umieszczanie przedmiotów w małych przestrzeniach - co najczęściej nie wymaga już wizyty w sklepie a jedynie odrobinę pomysłowości:


13. na bańki - A. zaczął próbować sam je tworzyć :D



14. oraz pojemniki sensoryczne. Ja wykorzystałam narazie do nich ryż, nie kolorowany, ponieważ A. na potęgę go konsumuje. Do tego wymyślił sobie, że żeby wysypać rzeczy z pojemnika trzeba tym pojemnikiem mocno potrząsać - wyobraźcie sobie napój albo wodę w szklance... K'woli ćwiczeń umieściłam tu kubeczki i łyżeczki, czasami mamy tu także wodne młynki do paskownicy i przedmioty do zabawy w archeologa - czyli zakopywanie i odkopywanie:


Uff... trochę tego dużo, wybaczcie przydługi post, ale naprawdę, w tym miesiącu infant przekształcił mi się w toddlersa... A bez względu na to, co w ciągu miesiąca pojawiło się na półkach, i tak nie ma co ukrywać, że najwięcej czasu najfajniejszego spędzamy na podwórku :P

4 komentarze:

  1. Piękne zestawienie :D Wszystko bardzo się sprawdza! Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z życia wzięte ;) Pozdrawiam ciepło! :D

      Usuń
  2. Świetny wpis. Przymierzam się do zakupu zwierzątek i zastanawiam się jakiej wielkości są te na rysunku. Mój syn jest w tym samym wieku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marzeno, my większość zwierzątek mamy Schleicha - moje wszystkie dzieci je uwielbiają więc przez tych parę lat się uzbierało... Lubię jego realizm i proporcje. Jednak mamy też inne - kiedyś w biedronce były zestawy owadów i innych zwierząt po 10zł, skorzystałam (dziś je widzę na półce w Auchan za 30zł), niedawno dowiedziałam się też, że sklep Biedronka regularnie sprowadza zwierzaki dobrej jakości, tylko nie pamiętam firmy... ale będę musiała się wybrać bo dużo dobrego się dowiedziałam o tym, włącznie z ceną ;)
      pozdrawiam :)

      Usuń